Kraków 2011

14
wrz
14 września 2011
DSC_3331

Kraków – bliżej ale dłużej niż do Izraela. Byłem już  w tym mieście ale wtedy nie pisałem bloga :). Podróż z Warszawy do Krakowa to istny koszmar, PKP nie radzi sobie z ilością pasażerów, mamy kolejki po 300 osób na dworcu głównym. Jechaliśmy intercity bo w tanich liniach nie ma mowy o jakiejkolwiek przyzwoitej podróży, szczerze, syf i ścisk i spóźnienia, wystarczył tylko rzut okiem aby natychmiast zmienić na Intercity. Tu już czyściej i bez ścisku ale spóźnienia i awarie to jakiś paradoks. Pociąg zanim ruszył stał 20 minut – awaria klimatyzacji w jednym z wagonów, to oznacza że nikt nie sprawdza ich przed podstawieniem na peron, to nie usterka w czasie jazdy! Teraz pytanie czy sprawdzają wogóle skład…

Rynek bardzo ładny i schludny, sporo ludzi, wszędzie dorożki i melexy. Uwagę przykuwa mnogość postaci z którymi można zrobić sobie foto, nie jakaś farba i kaptur ale charakteryzacja na poziomie avatara ;)

Koniecznym punktem oczywiście Wawel i krypta z marszałkiem Piłsudskim, potem smok ziejący ogniem co 4 minuty :) Billboardu „zimny lech” nie widziałem, zapewne zdjęli. Ilość ludzi przewijająca się przez Wawel przygniata, tak jak kiepskie jedzenie w drogich restauracjach (konkretnie w jednej), ale jest jedna w której warto się stołować podwawelem.eu, choć strona posypana jedzenie tip top.

Zobaczyłem w końcu fabrykę Schindlera, muzeum robi pozytywne wrażenie. Przy okazji dowiedziałem się że scena z wpisywaniem nazwisk na listę w „Liście Schindlera” Spielberga nie miała miejsca. Co prawda nic nie jest w stanie przebić Izraela ale … dwa dni spokojnego zwiedzania zawsze dobrze robi, polecam.

Zapisano w: Ogólne





autor
quaint
Dariusz Breś Photography