Izrael 2011
sie

Odwiedziłem Izrael, powiem szczerze, zrobił na mnie wrażenie. Pierwsze co rzuca się w oczy po przejściu przez masakryczną odprawę (pytają o wszystko: po co, gdzie, z kim, dlaczego…) to żołnierze z karabinami, są dosłownie wszędzie i to w takich ilościach że u nas posądzono by o stan wojenny. Tutaj to normalne, i nie chodzi o pilnowanie, oni po prostu zabierają karabiny wszędzie a służba w Izraelu trwa 3 lata dla mężczyzn, 2 dla kobiet i jest obowiązkowa. Kontrole przy wejściu na stacje autobusowe, pociągów, metra, sklepów… człowiek czuje się naprawdę bezpiecznie, bezpieczniej niż w kraju :)

Izrael wita ciepłem i przyjemnym wiaterkiem, nie jest tu piekło jak w dżungli amazońskiej, jest podobnie jak u nas ale dużo cieplej, chmury pojawiają się od czasu do czasu nad ranem i wieczorem, w południe nie uświadczysz żadnej chmury a co mówić o deszczu. Przejazd z Tel Avivu do Hajfy pociągiem to czysta przyjmność, nic nie stuka, pociąg sunie płynnie i szybko, jest czysto, fotele jak w pokoju, działa klimatyzacja… można się popłakać że u nas taki syf w PKP.

Hajfa to wspaniałe miejsce, górki i morze to mieszanka która powala na kolana, gdybym miał możliwość osiedlił bym się tu na stałe. Pierwsze co zrobiłem po przyjeździe to przejście przez plażę i zamoczenie stóp w morzu, jest ciepłe :) nie ma tu zalanego betonem mola, naturalne kamienie, piasek i urwiska, wszystko ładne i czyste, to nie obskurna i śmierdząca copacabana w brazylijskim Rio. Dla nas to kurort dla miejscowych miejsce zamieszkania. Im wyżej tym chłodniejszy, przyjemny wiaterek, bez niego byłoby tu naprawdę gorąco.
Z ciekawych miejsc w Izraelu oczywiście wrażenie robi ściana płaczu, tu nie ma ściemy z modleniem się jak w naszych kościołach, gdzie 95% ludzi przychodzi aby odbębnić mszę. Tu ludzie modlą się naprawdę, to widać i czuć, nikt nie zwraca na ciebie uwagi, jest zajęty modlitwą… dla tych ludzi jest to ważne jak jedzenie.

Muzeum Holokaustu Yad Vashem trzeba po prostu zobaczyć, we wnętrzu nie można robić zdjęć, uszanowałem to bynajmniej nie ze względu na zakaz, po prostu jakoś nie mogłem, to miejsce ma swój klimat i odrzuca mnie robienie sobie fotek na tle rzeczy osób zamordowanych… Bogata ilość filmów których nie widziałem nigdy, robi wrażenie, osobiste rzeczy, listy, itp.
Na zewnątrz Ogród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata – tysiące drzewek z nazwiskami osób którzy ratowały życie żydów podczas Holocaustu, wsród nich wagon bydlęcy- oryginalny w którym transportowano żydów, kolumna bohaterów, korczaka, ściana pamięci i niepowtarzalny pomnik dzieci, wchodząc do środka zastajemy kompletną ciemność i tysiące lampek, słychać głos mówiący imię, wiek i kraj pochodzenia zamordowanego dziecka – robi to naprawdę potężne wrażenie.

Muzeum jeszcze na długo po wyjściu pozostawia wrażenie. Kursują tu darmowe busy więc z dotarciem czy wyjazdem nie ma problemu. Jednego czego żałuję to że nie znalazłem drzewka Oskara Schindlera :(
Rosh Hanikra to urocze małe miejsce tuż nad granicą z Libanem. Klify, groty i kolejka – to tak w skrócie. Po zjechaniu kolejką na dół i wejściu do grot można zobaczyć jaką siłą jest woda.

Cały pobyt w Izraelu był przyjemnym przeżyciem, polecam każdemu. To inny, piękny świat…
Brazylia 2010
gru

Boję się latać, nienawidzę latać… a przez najbliższe dwa tygodnie czekało mnie 10 przelotów!. Na pierwszy ogień Sao Paolo i od razu zmiana powietrza, jest duszno i parno. Rzuca się w oczy biedota i brud. W hotelu już inaczej jakbyśmy wstąpili na chwilę do europy. Kolejny dzień i, na szczęście, jazda autobusem do Rio. Samo Rio brudne, plaże też, słynna Caopacabana odrzuca zapachem piwa i podpitych ludzi. Zdecydowanie nie podobało mi się tu.
Czas pozwiedzać, obowiązkowy Christos – tak powiedział taksówkarz, jeśli mówisz do niego Jesus Christ, nie wie o co chodzi :) kolejka na górkę świetnia i bardzo ładne widoczki. Na samym szczycie sporo ludzi i osławiona postać Chrystusa. No i ten widok na Rio….

Sugar Loaf – górka z kolejką, tutaj także przyjemnie widoczki i bardzo dobre lody z owocami, a właściwie owoce z lodami, polewami i co tylko chcieć. Widoki ładne, można tu spędzić dłuższą chwilę.
Dwa dni minęły więc czas na zmianę otoczenia, lądujemy w Iquacu, hotel 10x lepszy niż w Rio! jest wszystko, basen, jakuzi, siłownia, bufet z jedzeniem: od mięsa, sałatek na ciastach i owocach skończywszy…. siedzisz sobie w basenie, bąbelki łechocą ci plecy a w ręce arbuz i 30 stopni, jesteś ty i twoja dziewczyna… nigdzie się stąd nie ruszam!
Na drugi dzień wyprawa do wodospadów Iquacu od strony Argentyny, paszporty, przejazd przez granicę, idziemy… to jest to co każdy powinien zobaczyć. Potęga wody robi wrażenie, jeszcze większe rejs motorówką, rejs to za słabe słowo, wszystkie rzeczy musisz wsadzić do worka który dostajesz, siadasz i zaczyna się zabawa bo sternik podpływa tak blisko pod wodospad że woda cię zalewa kompletnie, straszne i nasycone adrenaliną przeżycie, zrobił tak dwa razy…a potem gaz do dechy i spływ w dół rzeki, slalom i podskakiwanie na falach i przede wszystkim szybkość robi niezamowite wrażenie. Na brzegu czeka safari, przejazd terenówką po parku.

To był jeden z najlepszych dni wizyty w Brazylii. Na drugi dzień wybraliśmy się do wodospadów Iquacu ale od strony brazylisjkiej, coż mogę powiedzieć, tutaj było to po prostu słabe…
Kolejne dwa dni mijają czas na zmianę miejsca, lot do Manaus, samochód, łódź a potem na piechotę przez dżunglę do hotelu… to nie hotel, to domki z drewna pobudowane w dżungli, brawo! łowienie piranii, rejs po Amazonce, spotkanie z krokodylami, chodzenie po dżungli z indianinem, coś wspaniałego. Krótka rada: woda, woda, woda, zabieraj ją wszędzie.

Niesamowite wrażenie robi łączenie się rzek: Rio Negro z Amazonką. Jedna jest ciemniejsza od drugiej i ma się wrażenie jakby ropa się wylała :) W Manaus świat się zatrzymuje, zero technologii, zero kontaktu z bliskimi (nie ma sieci), jjesz arbuzy, kołyszesz się na hamaku i patrzysz czy jaszczurka cię nie gryzie ;)

Kolejna zmiana otoczenia, przylatujemy do Salvadoru, jak inne miasta w Brazylii brudno także i tu, na rynku znajdujemy słynne okno w którym Michael Jackson spiewał swój słynny kawałek, to tutaj nakręcili cały teledysk. Poniżej pełno sklepików z pamiątkami z Jacksonem, cały czas leci ten właśnie teledysk :)

Ogólnie Brazylia jest brudna, domy ze względu na wysoką temperaturę wyglądają jak niedbane od lat, tyczy się to nawet wysokiej klasy hoteli. Aparat trzeba trzymać schowany i wyciągać tylko na foto i zaraz potem schować. Na fawele bez obstawy nie radzę….Za to dżungla i Iquacu, poezja.
Powrót z +33 stopni do -14, coś koszmarnego…
Paryż 2010
maj

W łykend majowy odwiedziłem po raz pierwszy Paryż i jego osławiony Disneyland. Ciekawa wycieczka i pełna wrażeń, zwłaszcza w Disneyland na Star Wars i Rakiecie (potrafi wgnieść w fotel). Luwr i katedra Notre Dame przereklamowane i po pół godzinie miałem dość. Jeśli kogoś interesuje oglądanie 4 małych eksponatów na powierzchni 80 m/2 proszę bardzo. Mona Lisa – zwykła portretówka bez wyrazu, nie wiem nad czym modły, na przeciw jest obraz o ogromnej powierzchni – to jest obraz, a nie mona lisa. Generalnie nudny luwr.
Notre Dame – ciemno i pusto, nic nadzwyczajnego, stary drewniany kościół w „pścimowie dolnym” ma więcej polotu. Za to wieża Eiffla – miejsce doskonałe, polecam, tak jak katakumby mieszczące się pod metrem!
Dla tych co nie byli a szykują się na wyjazd garść minusów i plusów:
na plus: klimat, sandwicze, wieża Eiffla, doskonały Disneyland
na minus: brak toalet, brak śmietników, brak klimatyzowanych restauracji, śmiecie na ulicy, brak oznaczeń metra, syfiaste metro, smród w kawiarni, luwr ładny tylko z zewnątrz, katedra notre dame ładna tylko z zewnątrz, polscy pijacy na ulicy










































































































